Menu
▼
środa, 17 grudnia 2014
Prolog.
Zaciągnął kaptur na swoje lekko mokre włosy, które opadały niesfornie na jego czoło. Dłonie zaciskał w pięści na dnie kieszeni. Jego serce biło szybciej niż powinno, szczękę miał mocno zaciśniętą. Nie zwracając uwagi na ścianę deszczu przed nim nadal szedł energicznym krokiem wzdłuż ciemniej niemal opuszczonej uliczki. Latarnie oświetlają drogę, przechodzące osoby po bokach odsuwały się obdarowane spojrzeniem chłopaka przepełnionym gniewem. Złość jaka panowała w nim, aż parowała. Z myślą, że jego miłość jest uwięziona gdzieś, gdzie on nie ma dostępu. Bez możliwości jej przytulania, całowania, smakowania była wręcz nie do pojęcia. Brudy z jego przeszłości zniszczyły dziewczynę, możliwe, że kiedy jeszcze mogła uciekać i ratować się została zaślepiona swoją miłością do niego. Wspomnienia oraz uczucia jakie darzył nieszczęsną dziewczynę były ponad jego siły, aby myśleć racjonalnie poświęcił by wszytko, aby odzyskać ją. Znów mieć całe swoje szczęście całe jego życie w ramionach. Wyobrażał sobie jak leży gdzieś pół naga związana, a wokół niej stało kilka facetów chcący ją przelecieć, albo w jakimś miejscu gdzie nie dochodzi światło dzienne siedzi samotnie w ciemnościach trzęsąca się z zimna. Każda taka wizja powodowała u niego ból, złość, smutek, nienawiść, miłość, cierpienie i wiele innych uczuć których sam nie mógł zrozumieć. Każde z tych uczuć było dla niego jak nowa zabawka, którą za wszelką cenę musiał odzyskać, albo nowa rzecz z jego kolekcji. Jednak to było coś więcej niż zwykła tania rzecz, bo to była ona. Zbiegł po schodach w ciasną małą alejkę, gdzie jeżeli ktoś chorował na klaustrofobie nie wszedł by. W tym miejscu nie było śladu jakiekolwiek życia szedł dalej mocniej wciskać palce w dłoń. Stanął przed dużymi metalowymi drzewami padający deszcz opadał na daszek robiąc przy tym hałas. Walną kilka razy pięścią w drzwi, które po chwili otworzyły się wydając dziwny charakterystyczny dźwięk. Przed nim staną mężczyzna w garniturze. Przejechał wzrokiem po przemoczonym chłopaku pokazując gestem ręki, aby wszedł. Zsunął kaptur z włosów jedną ręką odgarną mokre kosmyki z czoła zwracając tym uwagę pracujących tu kobiet. Miejsce to było wypełnione dymem od drogich cygarów. Przeszedł pewnym krokiem przez środek pomieszczenia stojący do niego tyłem, opierający się o stół bilardowy, trzymający kij i celujący w jedną z bil mężczyzna, który porwał jego ukochaną po uderzeniu odwrócił się. Chytry zwycięski uśmiech pojawił się na jego ustach powodując obrzydzenie u chłopaka. Na jego brodzie widział kilkudniowy zarost, a oczy miał zmęczone.
- Powiem Ci, że się Ciebie spodziewałem. - powiedział. Chłopak mocniej zacisnął pięści nie chcąc dać się wyprowadzić z równowagi.
- Gdzie ona jest? - mówił wolno i dokładnie. Kręcąc z rozbawieniem głową mężczyzna podszedł do małego okrągłego drewnianego stolika biorąc szklankę wypełnioną visky.
- Ma się dobrze. Wciąż ma nadzieje, że ją uratujesz, ale przecież dobrze wiemy, że to nie nastąpi. Biedna dziewczyna. Miłość to dziwka nie uważasz? - zapytał biorąc kolejnego łyka. Z każdym jego słowem czuł jak granice dawno zostały przekroczone, ale ostatnimi siłami próbował opanować swoją złość, adrenalinę płynącą w żyłach.
- Gdzie ona jest? - powtórzył z nadzieją, że jego głos wciąż jest na tyle pewny siebie, aby ten fiut w to uwierzył. W środku cały się rozrywał na kawałki w jego żołądku panował istny huragan, a w serce ktoś wbijał mu szpilki resztę po prostu ktoś rozrywał.
- Tam gdzie powinna od samego początku, daleko od ciebie. - on jednak wiedział, że jej miejsce od zawsze było obok niego, a przeszkody muszą razem pokonywać.
Chwycił za koszulkę mężczyznę, który był starszy od niego co najmniej o dziesięć lat, a wzrost mieli niemal równy. Spojrzał na chłopaka lekko wystraszony. Nie chcąc pokazać słabości powiedział:
- Zobacz jakie to zabawne. Pies przyleciał za swoją suką. - uderzył go pięścią w twarz za chwilę oddając kolejne uderzenie.
Mężczyzna opadł na podłogę krztusząc się własną krwią jego ludzie stchórzyli i nie podeszli, aby bronić swojego szefa co dodało sił oraz satysfakcję jaki jest potężny. Nachylił się nad ciałem mężczyzny pochylając się na tyle, aby mógł wyszeptać mu do ucha.
- Nie każ mi się powtarzać.
- Możemy pójść na układ. - zaproponował niepewnie. Chłopak zmarszczył brwi po chwili jego śmiech wypełnił pomieszczenie, gdzie słyszalne były tylko wstrzymane oddechy.
- Nie zgłupiałem. Oddasz mi ją, albo dopilnuje, żebyś cierpiał do końca twoich pieprzonych dni. - odpowiedział pewnie.
- Jeżeli będziesz dla mnie pracować przez okrągły miesiąc oddam Ci ją. - kontynuował.
- Gdzie jest haczyk? - zapytał unosząc brwi. Oparł się o stół krzyzując ręce.
- Nie ma. - zapewniał.
- Zawsze jest. - patrzyli na siebie wrogo jednak wciąż w jego oczach były te iskierki, że ma przewagę.
- Jeżeli dobrze wykonasz swoją robotę Romeo odzyska Julię. - chłopak nie widząc innej możliwości do szybszego odzyskania dziewczyny niepewnie i całkiem świadomie przytakną dodając:
- Zgadam się. - mężczyzna uśmiechnął się. Dokonał tego czego pragnął od zawsze, chłopak wstając jeszcze raz uderzył go z całych sił w twarz gdzie stracił przytomność. Nasuwając kaptur na głowę opuścił pomieszczenie.
KAŻDY KOMENTARZ TO DUŻA MOTYWACJA.