wtorek, 13 stycznia 2015

Rozdział 1

Czas teraźniejszy.

    Pochylona obserwowałam przez małą szapre przez drzwi, czy nikt się nie zbliża do sali. W szkole panowała cisza przez trafiające zajęcia. Słysząc przekleństwa z ust mojego przyjaciela odwróciłam wzrok w jego stronę. Klęczał pochylając się do dolnej części ruchomego krzesła jego narzędzia leżały na biurku tuż obok książek. Chłopak próbował rozkręcić krzesło tak, żeby przy siadaniu na nim rozpadło się. Może to nie był zbyt genialny pomysł, ale jedyny jaki nam przyszedł do głowy w tym krótkim czasie. Dowiedzieliśmy się, że pan Griffin wraca jutro do pracy po długim urlopie, nie mogliśmy siebie odmówić takiej przyjemności.
- Calum nie spieprz tego tym razem! - zagroziłam. Brunet wymamrotał coś niezrozumianego pod nosem. Uśmiechnęłam się  widząc jak chłopak wstaje zabierając swoje rzeczy.
- Spadamy. - powiedział.
- Niczego nie zapomniałeś?
- Nie. - wychyliłam głowę rozglądając się za jakimiś osobami. Machnelam ręką na znak, że możemy ruszać. Zamykając drzwi z Czernej torby chłopaka wypadł czerwony śrubokręt, upadł na zimne panele robiąc przy tym hałas. Złapałam przedmiot z podłogi łapiąc przy tym za rękę Cal'a ciągnąc go za sobą biegliśmy.

   Oparłam się o swoją szafkę uśmiechając się. Caluma śmiech roznosi się echem po korytarzu, spojrzałam na śrubokręt w mojej dłoni i sama nie mogłam się powstrzymać od śmiechu.
- Jesteś tak beznadziejny Hood. - mówię oddając mu czerwony przedmiot.
- Raczej tak zajebisty.
- Nie z tym życiu. - dzwonek na przerwę przerwał naszą rozmowę. Wyjęłam z szafki swoją torbę i zatrzasnęłam drzwiczki razem z chłopakiem ruszyłam w stronę wyjścia ze szkoły. Calum objął mnie ramieniem przesuwając bliżej siebie czułam te znane mi spojrzenia dziewczyn. Smieszyly mnie plotki na temat mojego rzekomego związku z Cal'em tak na prawdę jesteśmy tylko przyjaciółmi od dzieciństwa i nimi zostaniemy, aż po starość.

     Fala gorąca uderzyła we mnie, kiedy przeszłam przesz wielkie drzwi. Od razu szeroki uśmiech pojawił się na moich ustach, kocham słońce, kocham ciepło. Od dziecka jak tylko słońce wchodziło do mojego pokoju potrafiłam wyjść i wrócić dopiero kiedy zajdzie, a mama zawsze siłą, albo zatrzymywała mnie w domu i z niego nie wypuszczała lub  sciagala mnie do domu. Na prawdę nie widzę nic pozytywnego w zimnie. Musisz nosić masę ubrań, a i tak jest Ci zimno, nie przebywasz dużo na dowozu, dni są krótsze. Cichy chichot przyjaciela wyrwał mnie z myśli. Uniosłam powieki patrząc na niego.
- Jesteś taka niewinna kiedy widzisz słońce. -uderzam go w brzuch.
- Nie prawda. - protestuje. - To jest tylko miłość idealna.
- Czy ja wiem? W sumie to, ani się przytulić, ani pocałować, ani nie można uprawiać seksu.
- Jak zwykle ty tylko o jednym. - westchnęłam
- Seks na prawdę stanowi większość Twojego życia ja nie rozumiem dlaczego mam o nim nie rozmawiać. - wzruszył ramionami.
- W twoim życiu jak na razie nie stanowi ani trochę.
- Odezwała się dziewica. - prychnął.
Przeszliśmy przez  duże szklane drzwi. Grymas pojawił się na mojej twarzy czując zimno od klimatyzacji. Zajęłam miejsce przy oknie czekając aż Calum przyjdzie z naszym stałym zamówieniem.

   Dopiłam swojego shake. Calum kręcił się na krześle co chwilę zaglądając w swój telefon, albo rozglądając się po pomieszczeniu. Przeglądałam mu się uważnie. Wyglądał na zdenenerwonanego.
- Cal. - powiedziałam, ale chłopak nie reagował na moje nawoływanie. Uderzyłam dłonią w stół zwracając przy tym uwagę siedzących osób oraz mojego przyjaciela. Spojrzał na mnie przygryzając dolna wargę.
- Co? - zapytał.
- Nie słuchasz mnie, a poza tym na kogo tak czekasz? - zapytałam.
- Na nikogo. - wymamrotał.
- Kim ona jest? - zapytałam. Brunet spojrzał na mnie jak na ducha.
- Nie czekam na żadną nią.
- To wytłumacz mi swoje zachowanie! - powiedziałam oburzona. Na prawne chciałam wiedzieć czemu zachowuje się tak dziwnie. Martwię się o niego, a raczej ciekawość mnie zżera od środka.  Westchnął wywracając oczami.
- Kojarzysz Irwina? - pyta. Na samo to nazwisko robi mi się niedobrze. Kojarzę go zbyt dobrze. Jest chłopakiem mojej przyjaciółki jak i kapitanem szkolnej drużyny oraz zakochanym w sobie dupkiem, który myśli, że może mieć wszytko i każdego na wyłączność bo jest przystojny i wyprostowany. Oh tak bardzo go nie znoszę, że chyba nie umiem tego wyrazić. Od kiedy spotyka się z moją przyjaciółką ciągle nie mamy dla siebie czasu jak i stała się popularna w szkole. Dziewczyny ustawiają się do niej kolejkami, aby się z nią zaprzyjaźnić tylko i wyłącznie z nadzieją, że których chłopak z drużyny je zauważy. Mnie nie kręcą takie rzeczy wolę swoje słabe żarty z Calum'em i wieczorne maratony z Jessicą.
- Trudno było go nie znać. - odpowiadam.
- A jego brata? - w myślach przeszukuje wszystkie bliskie osoby Irwina.
- Ten taki metalowiec? - pytam.
- Cokolwiek. - machnął ręką. - Więc miałem się z nim spotkać. - mówi szybko prawie niezrozumiale. Przygryzam wargę zastanawiając się nad słowami chłopaka.
- I? - pytam.
- I myślę, że no wiesz.. Ten.. - plącze się we własnych słowach. - Chodzi.. Że.. On jest gejem. - mówi na jednym wdechu. Otwieram szerzej oczy zastanawiając się jak by przyjęła się taka informacja w szkole. Sławny Ashton Irwin ma brata innej orjętacji, widzę już te piękne przezwiska i docinki.
- A co ty masz z tym wspólnego?
- Bo wiesz wyszło tak, że chyba ja go lubię. Tylko, że w taki inny sposób. Od dawna się znamy i tak wyszło. - zakrywam dłońmi usta. Prędzej bym uwierzyła, że Rihanna stoi przed moimi drzwiami w stroju wróżki niż, że ten niewyżyty chłopak woli chłopaków. Przełknęłam ślinę próbując w jakikolwiek sposób to zrozumieć.
- Żądam rozwodu. - mówię uśmiechając się.
- Co? - pyta zdezorientowany.
- Chcę rozwoju to, że ty okazałeś się być gejem nie znaczy, że nasze dzieci będą wychowywać się ze mną. - Cal zaczyna się śmiać kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Czego ty ich nie będziesz wychowywać? - pyta przez śmiech.
- Ponieważ żaden facet nie będzie chciał mnie z siódemką dzieciaków, a ty już masz swojego księcia. - odpowiadam. Zabieram swoją torbę i wychodzę z pomieszczenia. Calum chichocząc idzie obok mnie.
- Myślałem, że mamy ich dziesiątkę. - objął mnie w pasie.
- Widocznie mnie zdradzales. Ten twój ..
- Michael.
- Tak właśnie musiał być w ciąży. To są dodatkowe argumenty.
- Czy ty się słyszysz?
- Znajdę adwokata. - mówię ruszając w stronę parku.

***

  Obracałam między palcami długopis. Mam Griffin spóźniał się na lekcje co w jego przypadku było na prawdę bardzo dziwne i nie spotykane. Jednak po wczorajszej rozmowie z Cal'em wciąż jestem w lekkim szoku. Może potrafiłam żartować i próbowałam po sobie nie dać poznać, że jest Cokolwiek nie tak, ale to dość... dziwne..

Nie przeszkadza mi to cieszę się strasznie, że w końcu widzę jak jego oczy się świecą, kiedy tylko ktoś wspomni i tym chłopaku jak może godzinami o nim opowiadać z taką radością to piękne jak można kochać osobę jeszcze ten samej płuci. Nigdy nie rozumiałam jak ludzie mogła tego nie tolerować.

  Cała sala była wypełniona jak i każdy był zajęty rozmową. Drzwi się otworzyły, a w nich pojawił się Pan Griffin. Był bardzo małym człowiekiem z moim wzrostem metr siedemdziesiąt sięgał mi zaledwie do ramion. Cała sala ucichła, aby za chwilę wrócić do rozmów mężczyzna wywrócił oczami rzucając książkami na biurko.
- Ciężki urlop? - pyta jakiś głos w sali.
- Raczej wasz widok. - mamrocze. Czuje jak Calum ściska moje ramię, kiedy nauczyciel kieruje się w stronę krzesła. Zaciskam mocno pięści i powstrzymuje uśmiech prosząc, aby wszytko poszło zgodnie z planem. Wdrapuje się na swój wysoki fotel, ale nadal ledwo widać go z za dużego biurka. Nagle krzesło skrzypi, a po chwili nauczyciel znika z pola naszego widzenia. Wyklina wszytko co się rusza, albo stanie mu na drodze. Wstaje i otrzepuje się poprawiając swój szary sweter jego twarz jest cała czerwona brakuje mu tyko wylatującej pary z uszu jak i nosa. Wszyscy śmieją się w najlepsze, a ja przybijam piątkę z pod ławkę z brunetem. Griffin jeździ wzrokiem po całej sali zatrzymując wzrok za mną.  Widziałam, że oskarży o to, albo mnie, albo Hooda jednak jeżeli chłopak trafi do kozy będzie miał kłopoty w domu.
- Hood wstań! - krzyczy. Wstałam zanim chłopak zdążył się podnieść. Wszyscy patrzyli na mnie co było dość krepujące, ale nie mogłam pozwolić aby Calum miał problemy jeszcze większe niż ma. - Reder jakiś problem? - zapytał.
- To nie on, to ja. - mówię stanowczo.
- Jakie to słodkie, że go bronisz, ale nie oszukujmy się ty byś nie potrafiła tego zrobić.
- Od czego jest Google. - mówię, a ciche chichot słychać w klasie.
- Skoro jesteś taka dobra, że weźmiesz za niego winę to, dwa tygodnie kary! - usiadłam przeklinając.
- Ile?! - krzyczę.
- Bo dam i tydzień więcej, a po lekcji widzimy się u dyrektora! - nauczyciel odszedł. Usiadłam na krześle wkurzona, przecież to był tylko niewinny żart, ale swą tygodnie kary!? Mogłam robić przez ten czas tyle innych rzeczy.
- Dziękuje. - wyszeptał chłopak za mną. Westchnęłam słuchając Griffina.

××××
Mamy pierwszy rozdział! Mam nadzieję, że wam się spodoba, bo trochę nad nim pracowałam ;) Przepraszam za błędy oraz inne niedociągnięcia.

ZOSAW COŚ PO SOBIE.